Ev stał w
sali wejściowej. Już od 20 minut oczekiwał nadejścia Elmy. Sala wejsciowa byla
ogromna. Zbudowana z czarnego diamentu. Na scianach znajdowaly sie swieczniki
zrobione ze szczerego
zlota ozdobione diamentami które demony ukradły
ludziom. Spojrzał na sufit w sali wejsciowej, na samej gorze namalowany byl Pan,
wokol niego czarny dym a za nimi on, Ev i jego
siostra - Elma. Ev uśmiechnął
się do siebie. Fresk na suficie nalezal do jego ulubionych. Ubrany byl na nim w
czarna, nieskazitelna szate. Jego blond wlosy wygladzone wytwornie do tyłu
dawały mu wygląd anioła. Obok niego w ogniście czeronej sukni stała jego
siostra, ciemnoskora Elma. Jej czarne, długie włosy jak zwykle były w
nieładzie. Błękityne oczy demonów szkliły się i wyglądały jak dwa diamenty
osadzone na ich drobnych, pięknych twarzach. Oboje mieli wspaniałe umięsnione
ciała.
- Gdzie jest Elma? - zapytał sam siebie patrząc na zegarek - juz
prawie północ!
- Nie denerwuj się, za chwilę się pojawi - powiedzial ktos z
jego kieszeni. Prawie zapomnial ze ma
przy sobie swojego strażnika.
Wyciągnął z kieszeni jego Kryształ Dusz, który dostał od Pana. Dotknął ostrym
końcem gwiazdki na ręce z którą każdy demon się rodził. U jego boku
zmaterializował się mężczyzna. Można by go nazwac sobowtórem Ev'a, gdyby nie
jego czarne oczy. Był umięśniony,barczysty podobnie jak Ev.
- Już północ!
Znowu się spóźnia - wykrzyknął demon.
- Ja się nigdy nie spóźniam - za jego
plecami rozległ się ironiczny chichot.
Ev szybko się odwrócił. Elma
lewitowała w powietrzu, przyjmując poze jakby siedziała na wygodnym fotelu.
Spletła swoje włosy w warkocz, który przerzuciła przez ramię. Zawadiacki uśmiech
znów zdobił jej piękną twarz.
- Właściwie na co my tu czekamy? -
zagadnęła Elma.
- Dostaliśmy zadanie - odrzekł Ev.
Ev
obdarzyl Elme usmiechem. Obrócił się do niej plecami i spojrzał na
zakapturzoną
postać, która dopiero co weszła do sali wejsciowej. Nie było
widać twarzy, jedynie dwa wielkie
kły wystawały spod kaptura. Wokół postaci
unosił się czarny Dym. Ev odwrócił głowę i usmiechnął się do Elmy, odwzajemnila
usmiech.
Ona też wiedziala kto to - ich nauczyciel z dziecinstwa.
- Chodzcie za mna. - powiedziala postac,
odwrocila sie i odeszla. Po pewnym czasie Ev doszedl do wniosku ze ida do sali tronowej.
Najwiekszej sali w calym Czarnym Pałacu, do której
wchodzili tylko
wtedy kiedy mieli dostac bardzo wazne zadanie.
- Usiądzcie..-powiedział ktoś
zza filaru. Ev i Elma poslusznie usiedli a Al stanął za oparciem Ev'a. -
Poprosiłem żebyście przyszli bo musze przekazac wam pewna misje, niezwykle wazna
dla
nas... - zaczął mówić. Po dwóch zdaniach wyszedl zza filaru i odrazu go
zobaczyli. To byl Pan, we wlasnej osobie. Stał przed nimi i mowil im co maja robic.
- Zostajecie zesłani na Ziemię.
Zerknął na Elmę - nie siedziała na krześle, lewitowała nad nim w siedzącej pozycji. Miała minę tak samo zdziwioną jak on.
- W jakim celu? - Elma przerwała żenującą ciszę.
- Dręczenie ludzi stąd nie jest wydajne. Macie za zadanie na Ziemii siać wśród ludzi niepokój i zło. Waszym drugorzędnym zadaniem będzie poszerzanie naszych szeregów. Dostaniecie Piekielny Kryształ. Aby zamienic czlowieka w demona musicie wbic go w jego nadgarstek. Będziecie chodzic do szkoły - tak zwanego liceum. Stworzylismy wam ludzkie dane, konta w banku które już wypełnione są pieniądze. Dane zapisalismy na kartce, dokumenty, prawo jazdy, klucze znajdziecie w domu. Zostaniecie do niego przeniesieni natychmiast. Zamieszkacie osobno. A tutaj - rzekł pokazując o dwa złote koła - to są pieczęcie. Zapięczętujecie nimi część swoich mocy.
Elma przeleciała przez salę, i porwała jedno z kół. Okazało się kolczykiem do górnej części ucha. Założyła go. Ev wstał i również to zrobił.
- Od dzisiaj nazywacie się Evandes Flamelus i Elma Lorefield. Zaczynacie nowe życie. Do zobaczenia strażnicy!
skomentuj (1)